Choroba psychiczna jako doświadczenie duchowe: 
droga przez niewidzialny labirynt.


iedawno ukończyłem 35-ty rok życia. Jestem inwalidą II grupy pobierającym rentę z tytułu komisyjnie stwierdzonej niezdolności do stałej pracy w normalnych warunkach społecznego życia. Niezdolność ta wynika z obniżonej sprawności psychofizycznej będącej następstwem długotrwałego procesu głębokich przemian wewnętrznych, które na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat manifestowały się na zewnątrz w postaci zmian w zachowaniu odbieranych przez otoczenie, w momentach krytycznych dla tego rozwoju, jako zaburzenia psychiczne a przez psychiatrów klasyfikowanych jako określone jednostki chorobowe.

Nie jest moim celem podważanie opinii otoczenia o mnie ani też kwestionowanie diagnoz lekarskich wystawianych kolejno względem mojej osoby w momentach kryzysowych szczególnie ważnych dla rozwoju mojej osobowości. Zachowują one (te opinie i lekarskie diagnozy) swoją relatywną ważność w obrębie założeń i kryteriów wartościujących w ocenie moich stanów zdrowia. Stanowisko zajmowane przez otoczenie i przez psychiatrów to istotne perspektywy widzenia racjonalizujące w oczach tychże obserwatorów charakterystykę moich zachowań rozmijających się z konwencjonalnymi wzorcami postępowania lub wybiegających w swoim wyrazie poza zwyczajowy standard wchodzenia w relacje międzyosobowe opartym na potocznym, zdroworozsądkowym oglądzie rzeczywistości. Nie przeczę, że w epizodach kryzysowych objawiających się przez ciało i mowę kluczowych zwrotów w psychicznym, dynamicznym procesie zmian osobowości, dochodziło do nieracjonalnego, poza-standardowego, poza-normalnego sposobu ujmowania rzeczywistości, odnoszenia się do niej i do innych podmiotów uczestniczących w grze międzyosobowych interakcji

Tutaj dochodzę do zasadniczej osnowy niniejszych refleksji. Uważam za istotne i wyjątkowo zasadne spojrzeć na ów życiowy proces rozwoju z perspektywy własnego, autentycznego doświadczenia będącego u samych jego źródeł i w samej jego esencji bezpośrednim moim udziałem i tworzywem psychicznego świata, który językowo odpowiada szeroko rozumianemu wizerunkowi tożsamości kryjącemu się za słowem "ja".


Moje życie jest integralną całością rozciągłego w czasie nieustannego przepływu strumienia doświadczeń, które w perspektywie dotychczas przebytej drogi, niezależnie od jej kolein, zakrętów i pułapek, ujmuję jako sensowny proces duchowego rozwoju, w którym moje"psychozy" i "depresje" stanowiły niezwykle konstruktywne i głębokie wglądy w naturę mojego umysłu. Następowało to bądź to poprzez mistyczne stany ekstazy religijnej i uniesień świadomości w niewysłowione, przejrzyste, pełne światła przestrzenie błogości, zatracenia się i totalnego wyzwolenia ze zjawiskowego świata dualistycznych percepcji i złudzeń racjonalnego, konceptualnego myślenia, bądź też poprzez otwartą, bezkresną, mroczną otchłań, ogromną przestrzeń pustki bez myśli, słów, ciała, ego, nie-ego, kojarzeń.


ealizacja wewnętrznej świadomości, która dokonywała się w procesie chorobowych przemian, obrabowywała mnie z kurczowo hołubionych koncepcji religijnych i intelektualnych, ogałacała z wszelkich złudnych myśli dotyczących zbawienia lub oświecenia, a w oryginalny dla mnie sposób wzbogacała i pogłębiała moje osobiste rozumienie znaczeń i sensów wartościowanych i różnicowanych w przestrzeni psychicznej: odczuć, doznań, poruszeń jaźni i wrażeń, na coraz to subtelniejszych poziomach postrzegania wewnętrznego i rozumienia siebie. 

Poprzez cały ten czas, kiedy przemierzałem długą drogę duchowego poznania, posiłkowałem się medytacją, stabilizującą aktywnością umysłu w kierunku wyciszenia i kontemplacji, jak też dogłębnym wglądem w pustkę umysłu na wewnętrznym poziomie serca i intuicji. Rozumienie, które przychodzi przez introspekcję, medytację, praktykę uwagi i przytomności, jest procesem ciągłym i dynamicznym. Z jednej strony poszerza wizję rzeczywistości o wymiar transcendentny nadając jej esencjonalny charakter sacrum jako fenomenu życia duchowego, z drugiej zaś strony uwidacznia z ostrą, pełną wyrazistością żywy i niepowtarzalny wymiar codzienności i oryginalności zwyczajnych, potocznych zdarzeń. Życie, w percepcji będącej sumą owych doświadczeń psychicznych, jawi się jako pulsująca wieloznacznością i wibrująca tańcem atomów macierz zjawisk pełnych przejrzystej klarowności i bogatej potencjalności. Życie staje się otwartym polem doświadczenia, odkrywaniem precyzyjnejwspółzależności zdarzeń, doznań i sytuacji. Inwalidztwo jest w tym świetle elementem zrozumienia, formą intensywnego kontaktu z własnym ciałem i świadomością. Droga psychicznej dezintegracji osobowości na poziomie objawowym stała się pozytywnym materiałemi paliwem integracji duchowej na głębokim poziomie wewnętrznej realizacji i zrozumienia.


roga przez niewidzialny labirynt ku nie-dualności i wieloznaczności nie miała początku i nie widzę jej końca. Jestem tutaj, w punkcie istnienia, gdzie następuje połączenie znaczeń, odkrywa się otwartość umysłu oraz integralność psychiki a odczucia i wrażenia z głębi nie wyrażonego i nieprzekazywalnego nabierają sensu punktów-węzłów w strumieniu życia.

Ogniskowe świadomości skupiają promienie rozpoznania a prawda doświadczana ukazuje egzystencję mojego ciała, mowy i umysłu jako szkołę psychicznego, indywidualnego dojrzewania. Lęk, rozpacz, bezsilność, pomieszanie, bezsens i cała przeszła negatywność okazały się paliwem wzrastania po spirali doświadczeń ku odkrycia miejsca ciszy i zapomnienia, współczucia i spokoju. Dzięki owej trudnej podróży przez gąszcz psychicznej dżungli zacząłem smakować aromat czystej obecności, walor otwartej komunikacji myśli i odczuć, sens dialogu i więzi, drganie rzeczywistości międzyludzkiej, głębię samotności i milczenia, równowagę i spójność w praktyce czuwania i śnienia. Z wrażliwością kreślę :
 
 

Migoce ostrze świadomości wielobarwnością błysków
chwile zapomnienia, chwile ciszy, chwile czuwania.
Czym jest tęcza połyskującej wizji? 
opada łagodna mgła iluzji i przejrzenia
w subtelnym przepływie istniejącego - 
odkrywam dostęp do źródła uspokojenia,
przebywam w przestworze rozjaśnień
zwierciadło lśni przejrzystością nagiej obecności -
jestem. Kruchością w bezmiarze nieograniczonego...