ZAPRASZAM DO MOICH NOCNYCH KOSZMARÓW
Wystawa okropności otwiera
się o północy
O tej porze grzebiemy smutki
z całego dnia
Mógłby powstać z nich
wyborny trup
Milczące żywopłoty cmentarza
nocy
Czuwają na bezludziu płonących
świec
Nadchodzi człowiek o rentgenowskich
oczach
Pozostawia za sobą trzy
cienie na ścianie
Martwe dusze opuszczają
epokę lodowcową
Godzina duchów wybija złowieszcze
sekundy
Bliscy mówią, kładź się
i żyj długo
Jednak wszyscy cię kochają,
gdy umierasz
Robi się niebezpiecznie
w porze demona
Nie wyłączaj światła nigdy
po północy
Gdyż nocna zmora zabierze
cię z sobą
Nie możesz przerwać 7. załamania
nerwowego
Stajesz się uczestnikiem
wojny cie
Zjawy wychodzą z pułapki
pająka no
Gdy słońce jest milczącym
dziec
Słodycz jest goryczą, a
odwaga stra
Przyszedł czas na randkę
z poległy
Niewidzialny dotyk pcha
mnie w nic
Zastrzelony chłopak stoi
w świetle reflek
Przerwane dzieci wychodzą
z bocznych
To wszystko przejmuje mnie dresz
Ciśnienie ciemności rozsadza
um
Mówię do wiatru - wymów
moje imi
Może odnajdę drogę do światł
Marzeniem jutra jest wyjść
z kręgu zam
I opuścić dom zachodzącego
słońc
Coś musi pęknąć w tej siódmej
wizycie
Próbuję przejść między zębami
szatana
Niebo znikło i należę już
do nocy
Jedyną ucieczką będzie przebudzenie